Przypomnienia, notatki, kalendarze, notesy – każdy do tego dorasta. 

Przez pewien czas byłem na prawdę sceptyczny co do wszelakich notesów, ustawiania przypomnień itp. Było to dla mnie po prostu stratą czasu, chodzeniem pod zegarek, brakiem jakiejkolwiek wolności. Bo przecież rzecz xxx równie dobrze mogę zrobić o 10 rano jak i o 10 wieczór, a co jeśli o 10 wieczór będą chcieli wyjść sobie ze mną znajomi? To przecież następnego dnia też mogę to ogarnąć.

Też tak myślisz?

To źle myślisz, weź to wywal z głowy i nie wracaj do tego myślami! Serio. Czym wcześniej do tego dojrzejesz, tym dłużej będziesz miał fajne i bezproblemowe życie.
Dajmy przykład. Mówisz sobie, że codziennie o godzinie 10:31 musisz zrobić sobie selfie. Przez pierwsze trzy dni będziesz pamiętać. Potem będziesz robić jakoś w okolicy tej godziny, powiedzmy z widełkami 30 minutowymi. Tydzień po starcie eksperymentu będziesz jednego dnia robił, drugiego nie. Dwa tygodnie później albo zrobisz w ogóle w ciągu dnia, albo nie.

Taki już jesteś

Taki jest każdy człowiek, tak działamy. Dlatego musimy sobie ułatwiać nasze życie i wspierać nasz mózg. Wystarczy, że ustawisz sobie przypomnienie, będzie ono mówiło, że każdego dnia o 10:31 musisz zrobić sobie zdjęcie. W dzisiejszych czasach smarfon przyrasta nam do rąk, więc na pewno owy komunikat zobaczysz…. a wtedy zrobisz sobie zdjęcie. Nie ważne czy to będzie pierwszy dzień eksperymentu, czy 34.

Pilnuj mnie.

Jeśli ktoś Ci powie, weź to no zrób już teraz bo kazałeś mi przypomnieć, to ty zrobisz. Potrzebujemy właśnie takiego przypomnienia, potrzebujemy aby ktoś nas pilnował. Wiadomo, nie zawsze z nami jest jakaś osoba – dlatego, ktoś mądry wymyślił telefony. To tak ustaw co masz zrobić w danej godzinie danego dnia w tygodniu.

Produktywność

Ja, gdy zacząłem korzystać z przypomnień zwiększyłem swoją produktywność w ciągu dnia o jakieś 600%. Wcześniej potrafiłem wstać o 11, do 15 leżeć w łózko, do 18 oglądać jakieś głupoty na fejsie, odbębnić swoją pracę i dalej oglądać głupoty. Tak wyglądał każdy mój dzien.

Zmiany

Po przesiadce na przypomnienia, wstaję o 8:30 (maksimum, przeważnie jest to 7). Do 8:30 mam czas dla siebie, aby się rozbudzić itp. Potem do 9 robię jakieś oczywiste poranne rzeczy. Gdy je skończę biorę się za codzienne czytanie Biblii, robię to średnio godzinkę, potem godzinka pracy, a następnie od 11 do 23 mam czas wolny… Widzicie różnice?

…a gdy już jesteśmy przy czasie wolnym.

Jest to najgorsze co może być. Zero produktywności, jeśli już się położycie w łóżku, to nie chce wam się wstawać do póki nie uśniecie. Dlatego te 12 godzin staram się jak najbardziej wypełnić. Patrzcie nawet zacząłem pisać bloga. Tak to jest pierwszy krok, do wrócenia na lepszy tor życia.

Dodatkowo mam zamiar zacząć nagrywać jakieś fajne wideo, pre coś tam możecie zobaczyć na moim fejsie. Tylko proszę, włączcie HD… bo bez to kompletna lipa.

UDOSTĘPNIJ
  • Hej! Jeśli ten wpis wywołał w Tobie jakieś emocje, nie ważne czy pozytywne, czy negatywne – to napisz o tym w komentarzu 🙂 Uważam, że warto znać Twoje zdanie!

  • Jestem ze snapa 🙂 . swietny wpis, oczywiście duzo osob mowi, ze rutyna jest zla. Zalezy jaka rutyna. Ja lubie wiedziec co kiedy i jak, wstaje rano, robie to co mam zrobic, trzymam sie tego, w innym przypadku moj dzien bylby totalnie rozwalony. Pozdrawiam!