Czyli historia o tym jak kupił mnie Starbucks, jednym miłym gestem.

1 stycznia. Po całonocnym nie-spaniu, perspektywą 4 godzinnego czekania na dworcu i 7 godzinnej podróży do Lublina, jedyne o czym marzyłem to kawa. Dobra kawa. Najlepiej z karmelem i bitą śmietaną.

Wykorzystując okazję – poszedłem do Starbucksa, bo w końcu w Lublinie takich ekskluziw kawiarni-sieciówek nie mamy. Po długim, jak na mnie, kilku sekundowym zastanowieniu stałem już przy kasie.

Barista Matt: Imię?
Ja: Sylwester
BM: oooo to wszystkiego najlepszego z okazji imienin, lepiej szybko uciekaj bo się rozmyślę z tą darmową kawą.

Małym, miłym gestem – darmową kawą, po nie przespanej nocy, Starbucks mnie kupił na całe życie. I jeszcze ma reklamę na blogu, któy czyta 75 kk uu/mc.

Można? Można.

Ludzie to jeszcze mają dobre serduszko 😉

UDOSTĘPNIJ
  • Tomek Tylus

    super fajnie tam było